Poza strefą komfortu jest bezpieczniej

Właśnie wczoraj zastanawiałam się nad tym, jak w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy pracowałam nad poszerzaniem swojej strefy komfortu. Pamiętam, jak jakieś 8 lat temu, wykonanie telefonu do mojego redaktora przyprawiało mnie o zawał serca.
Nadal nie jest to moja ulubiona forma kontaktu, ale oddychanie nie sprawia mi już problemu. A tak poważnie, nie jest to już coś, co wywołuje we mnie stres.
Czy to się stało z dnia na dzień? Nie. Czy bolało? Tak. Ale osiąganie celów jest po prostu ściśle powiązane z wychodzeniem że strefy komfortu. Nie ma znaczenia czy chcesz pozbyć się lęku przed dzwonieniem czy załatwić kontrakt na kilka milionów. Czasami musimy porzucić nasze stare przekonania, nawyki, to do czego jesteśmy przyzwyczajeni, co jest wygodne i milusie, i zrobić coś o czym na samą myśli robi nam się słabo.
Często bowiem dobrze wiemy, co trzeba zrobić żeby przenieść nasze życie prywatne czy biznes na wyższy poziom, ale dla swojego komfortu próbujemy sobie wmawiać, że w sumie tak jak jest, też jest ok. Jednak to, co wartościowe zwykle związane jest z ryzykiem, dlatego warto każdego dnia ćwiczyć się w jego podejmowaniu. 

I wiesz co, strefa komfortu nie jest w cale taka komfortowa a pozostawanie w niej - wbrew pozorom - nie jest bezpieczne. To nas osłabia, a nie wzmacnia. To nas rozleniwia i utwierdza w przekonaniu, że sobie nie poradzimy, że nie stać nas na więcej, że już osiągnęliśmy szczyt naszych możliwości. Pozostając w niej nie rośniemy. To dlatego wciąż mamy „problemy”, z którymi staramy się sobie radzić. Im więksi się stajemy, tym mniejsze stają się dotychczasowe tzw. problemy. To nie one są duże, tylko my jesteśmy w danym momencie zbyt mali i słabi, by sobie z nimi szybko poradzić. Dlatego własnie tak je postrzegamy. A dalsze pozostawanie w strefie komfortu nie zahartuje nas i nie sprawi, że urośniemy. 

A Ty masz jakieś ograniczające strachy, które starasz się pokonywać na drodze do swojego celu? 

Kategorie:
  • Rozwój osobisty
  • cele

Autor: Anna