PRODUKTYWNOŚĆ KROK PO KROKU. Jeśli nie masz pewności mów „NIE” i usuń ze swojego życia toksyczne osoby



Co dwa tygodnie w poniedziałek znajdziesz na naszym blogu nową wskazówkę z cyklu PRODUKTYWNOŚĆ KROK PO KROKU, która pomoże Ci działać szybciej, sprawniej i produktywniej.

Dzisiaj krok 9: Naucz się mówić NIE sprawom, co do których nie masz pewności i osobom, które Ci nie sprzyjają.

Dzisiaj będzie trochę o relacjach. Zwykle w kontekście produktywności myślimy raczej o technicznych sposobach na odzyskanie przestrzeni i czasu na sprawy, które są dla nas ważne. Ale, jak widzisz w temacie, tu nie chodzi tylko o robienie list kontrolnych, czy wcześniejsze wstawanie. Tu chodzi również o naszą postawę względem zadań i ludzi, z którymi mamy styczność w swoim życiu.

Nie będzie też dzisiaj o asertywności, bo często jest ona wiązana z mówieniem „nie”, pomimo tego, że w asertywności nie chodzi tak naprawdę o umiejętność mówienia „nie”, tylko raczej o to, by potrafić wyrazić swoje zdanie w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób (bez uciekania się do agresji) i tak się komunikować, aby  żyć na swoich zasadach. Pod tym względem można powiedzieć, że asertywności przyda Ci się w realizacji dzisiejszej wskazówki.

O czym więc będzie? O dwóch rzeczach.


Pierwszą rzeczą jest umiejętność mówienia NIE rzeczom/sprawom, które nie mają znaczenia. 

Wydaje się to proste, ale czy na pewno tak postępujesz na co dzień? Jeśli już wyznaczasz swoje cotygodniowe i codzienne cele i stosujesz zasadę priorytetu i 3 zadań do wykonania (pisaliśmy o tym w kroku 7), to fizycznie nie masz zbyt dużej przestrzeni na godzenie się na to, by ktoś dorzucał Ci kolejnych zadań, a nawet jeśli tak nie jest, to możesz mieć ciągłe poczucie bycia zasypanym zadaniami, zarobionym i ciągłej pracy jak chomik w kołowrotku. Co zatem zrobić, aby to zmienić?

Po pierwsze musisz wiedzieć, czego chcesz. Bez jasnego celu będzie Ci trudno przestać być wykorzystywanym przez innych do realizacji nieswoich celów. Nie chodzi tutaj o plan na całe życie. Nie każdy ma wyraźne cele długoterminowe i nie każdy musi je mieć. Tak byłoby idealnie, ale życie życiem i wiele osób nie robi planów na najbliższe 5 lat, bo po prostu nie wie jeszcze, czego dokładnie chce. Warto do tego dążyć, ale na spokojnie, bez presji. Najważniejsze, żeby działać, ale z głową. A w tym pomoże Ci wyznaczenie celu na najbliższy kwartał, a jeśli to za długi okres czasu, bo nie masz wprawy, to chociaż na najbliższy miesiąc. Następnie wyznacz zadania do jego osiągnięcia — w ten sposób zyskasz rozeznanie, ile czasu pozostaje Ci do dyspozycji na ewentualną, dodatkową aktywność. 

Po drugie, jeśli ktoś chce, żebyś coś zrobił, zastanów się, czy poza tym czy masz faktycznie na to czas, to jeszcze chcesz to zrobić? Ale tak naprawdę. Jeśli nie masz pewności, może warto skorzystać z porady Grega McKeown’a, autora książki Esencjalista, i powiedzieć NIE w sposób stanowczy, ale uprzejmy?


Greg radzi: „Jeśli nie można zdecydowanie powiedzieć tak, należy zdecydowanie powiedzieć NIE”. Nie wiem, czy ma rację, ale jest to jedna z opcji, które można wypróbować.


Jako ludzie mamy wewnętrzną potrzebę utrzymywania poprawnych relacji z innymi, ale to czasami ma negatywny wpływ na nas samych. Nie chcemy nikomu odmówić, zawieść, nie chcemy, by ktoś powiedział, że odmawiamy mu pomocy itd. To normalne, chcemy być OK i czuć się potrzebni. Problem polega na tym, że nie wszyscy ludzie mają w stosunku do nas dobre intencje, nie myślą o naszym interesie, a wielu uczyniło sobie z wykorzystywania innych do realizacji swoich celów sposób na życie. Musimy się więc strzec przed tym wewnętrznym głosem, który nam podpowiada, żebyśmy byli zawsze na „tak” dla wszystkich i dla wszystkiego, bo przeżyjemy życie reagując tylko na wszystko, co może zaspokoić potrzeby wszystkich dookoła poza nami samymi. To dotyczy zwłaszcza kobiet, chociaż mężczyzn też. Od dziecka programuje się nas, jacy powinniśmy być. W większości przypadków nie są to programy, które mają chronić nasze interesy, dbać o samorealizację i cele, a raczej wpychają nas w schemat uległości, służalczości, poświęcenia i bycia na każde zawołanie, bo przecież np. jako kobiety jesteśmy „bardziej empatyczne”. Wiem, że to uogólnienie, nie dotyczy wszystkich kobiet. I to bardzo dobrze, ale nawet, jeśli nie masz (już) postawy „ja się poświęcę”, to zastanów się, czy jest to wynik tego, że otoczenie Cię nie programowało, gdy byłaś dzieckiem, czy może raczej musiałaś w późniejszym wieku zawalczyć o siebie i nakładem swojej pracy wybić się z tego schematu. Założę się, że to drugie, i że jest to Twoja zasługa. To tak naprawdę w dużej mierze walka z manipulacją.


Dlatego, jeśli jeszcze tego nie potrafisz, naucz się oddzielać – niezależnie od swojej płci - decyzję od relacji. Odrzucenie czyjejś prośby nie równa się z odrzuceniem tej osoby. To dwie różne rzeczy. To samo dotyczy Ciebie, gdy ktoś będzie Ci odmawiał. Zgadzaj się na to, co ważne, a w pozostałych przypadkach naucz się odmawiać w sposób stanowczy, ale uprzejmy. Zastanów się, z czego musisz zrezygnować, żeby komuś powiedzieć Tak. Dzięki temu łatwiej będzie Ci powiedzieć NIE. I tutaj dochodzimy do jednej z kluczowych kwestii, a mianowicie pogodzenia się z tym, że nie możemy zrobić wszystkiego (w jednym momencie). Żeby zrobić jedno, musimy zrezygnować z drugiego. I chociaż nie zawsze fizycznie istnieje jakaś przeszkoda, bo jako ludzie jesteśmy sprytni i chcemy oszukać system, próbując wcisnąć do swojego harmonogramu i jedno, i drugie, to jednak niesie to za sobą negatywne skutki. Dlatego może warto wypróbować taką postawę, że możesz coś zrobić, jeśli zrezygnujesz z czegoś innego? Czy chcesz z tego zrezygnować?


I jeszcze jedna ważna rzecz. Czasami boimy się odmówić, bo ktoś nas nie będzie lubił. Ale często jest zupełnie odwrotnie. Często właśnie ludzie, którzy wiedzą, czego chcą i mówią „nie” błahostkom, zyskują szacunek otoczenia. Nie chodzi o mówienie NIE na wszystko i bycie generalnie na NIE, ale o postawę: wiem, czego chcę i nie mogę dla dobra mojego celu przyjąć Twojej propozycji.

Nie zawsze też musisz odmawiać na całej linii. Ale nie wszystko musisz robić dokładnie tak, jak ktoś tego oczekuje. Jeśli mama prosi Ci o powiezienie 500 m z dworca do Twojego domu, a Ty akurat jesteś w pracy, na spotkaniu, dowolne wstaw (zakładam, że Mama może chodzić i nie jest ciężko chora), to przecież możesz jej pomóc, zamawiając dla niej taksówkę i płacąc za nią. Nie musisz rzucać wszystkiego i robić tego osobiście.


A co z byciem Yes Man’em i nadarzającymi się możliwościami?

Nie wiem, czy widziałeś ten film z Jimem Careyem, gdzie facet, który do perfekcji opanował mówienie NIE wszystkiemu i zawsze, wkręcił się w postawę Jestem na TAK!!! I to w każdej sytuacji i na wszystko? I o ile ta postawa w filmie sprawiła, że zaczął żyć „bardziej”, stał się wolnym człowiekiem i poznał miłość swojego życia, to modelowanie jej zawsze i wszędzie niesie za sobą spore ryzyko bycia ciągle wykorzystywanym przez innych i – powiedzmy sobie szczerze jest po prostu niebezpieczne. Życie nie jest proste, bo musimy podejmować decyzje. Inaczej ono je za nas podejmie, a raczej zrobią to inni ludzie. Sam musisz więc ocenić, na ile chcesz w swoim życiu być Yesmanem i łapać każdą nadarzającą się „szansę”.

Kolejna sprawa: zwykle trudno podjąć decyzję w sytuacji, gdy w Twoim życiu pojawiają się coraz to nowsze okazje wyglądające na atrakcyjne, o które dodatkowo sam nie zabiegałeś, a część z nich może być dodatkowo bardzo atrakcyjna finansowo. Możesz wówczas odczuwać lęk przed utratą potencjalnych korzyści. Co wtedy zrobić? Przemyśleć. Bo może jest tak, że dzisiaj ta okazja łatwo przyszła i możemy z niej skorzystać prawie natychmiast, ale co będzie, jeśli powiedzenie „tak” tylko dlatego, że możemy dostać coś natychmiast, sprawi, że przejdzie nam koło nosa inna okazja, dużo fajniejsza, tylko dlatego, że nie będziemy już mieli na nią czasu i przestrzeni?


Skorzystać z okazji czy nie? 

Jak można to rozstrzygnąć? Tutaj coś dla osób lubiących procedury. Odwołam się do Grega McKeown’a, o którym już wspominałam. On proponuje coś takiego:

1. Zapisać, jakie ta oferta daje możliwości.

    2. Wyznaczyć, jakie 3 kryteria minimalne muszą być spełnione, żeby dalej rozważać taką ofertę i brać ją poważnie pod uwagę. Czyli np.,  jakie czynniki muszą być koniecznie spełnione, abyś brał ją pod uwagę. Coś z czego nie zrezygnujesz, nie nagniesz się. Bez tego nie ma mowy o wejściu w dany projekt.

    3. Określić, jakie 3 kryteria idealne muszą być spełnione, żeby można było zaakceptować taką ofertę. Czyli: co byłoby w stanie przekonać Cię do skorzystania z takiej oferty niemal natychmiast. 

      I co dalej? Cóż, jeśli dana oferta nie spełni wszystkich trzech kryteriów z punktu 2., należy ją odrzucić. Jeśli przejdzie, ale nie spełni dwóch z trzech kryteriów idealnych z punktu 3., to też klasyfikuje się do odrzucenia.


      Przejdźmy teraz do drugiej sprawy, a mianowicie toksycznych relacji.

      Na pewno już milion razy o tym słyszałeś, może już nawet masz tę sprawę załatwioną – zrobiłeś z nią porządek w swoim życiu. Muszę tutaj jednak o tym wspomnieć, bo z obserwacji widzę, że czasami staramy się podnosić swoją produktywność, kupujemy planery, przeorganizowujemy dzień pracy, uczmy się dyscypliny, systematyczności, ale nasza produktywność nie jest taka, jaka mogłaby być właśnie przez toksyczne relacje. Wszystkie, nie tylko te, z którymi mamy do czynienia na co dzień w pracy lub, co gorsze, u niektórych także w domu; chodzi o wszystkie relacje. One są jak pajęczyna na suficie — wystarczy, że ją zobaczysz raz i nawet jak o niej na chwilę zapomnisz, to i tak Twoja podświadomość zarejestrowała ten fakt i nie da Ci spokoju, dopóki nie sprzątniesz. Z ludźmi, którzy Cię osłabiają werbalnie, psychicznie jest tak samo. To taki wrzód na tyłku. Niby nic nie robią, ale potrafią wyssać z Ciebie energię na resztę dnia, a to właśnie o nią chodzi. Chodzi o ludzi, którzy m.in. „dogadują”, ze wszystkim są na NIE — dla zasady, co obawia się postawą „No, we can’t”, krytykują dla zasady, bez podawania merytoryki, mówią, że nie dasz rady, że to nie dla Ciebie, zasłaniając się przy tym troską, albo w końcu, jak osiągniesz swój cel, usłyszysz od nich, że „miałeś po prostu fuksa”. Nie chodzi o to, czy ktoś Cię wspiera. Nikt nie ma obowiązku tego robić, bo może nie zgadzać się z Twoim planami. Nie musi. Siły do działania musimy szukać w sobie i wydaje mi się, że nie powinniśmy tego wymuszać na ludziach, którzy są obok. Ważne, żeby taki ktoś zostawiał Ci przestrzeń i nie osłabiał Cię czy to przez fałszywą troskę, czy chęć dowartościowania się Twoim kosztem.

      Takie osoby wysysają z nas energię, sprawiają, że czujemy się źle, że po kontakcie z nimi potrzebujemy czasu, żeby się uspokoić i wrócić do naszych spraw. I można o tym pisać godzinami, co zrobić, gdy jest to mąż, mama, teść czy szef. Na prawie wszystko jest rozwiązanie, ale jego poszukiwanie nie było celem dzisiejszego materiału. Wymaga To Twojej szczerej chęci zmiany takiej sytuacji, bo bez tego żadna porada nie ma sensu. To Ty musisz czuć, że masz już dość bycia w toksycznej relacji i choćby zmiana wymagała od Ciebie zapłacenia ceny, to to zrobisz, dla swojego dobra.

      Kategorie:
      • Produktywność Krok po Kroku

      Autor: Norinommo